
Wiecie skąd się wziął księżyc?
Tylko trochę.
Dobra,
powiem wam.
Jakieś 4,5 miliarda lat temu w Ziemię
uderzyła protoplaneta wielkości Marsa, a
z materiału wyrzuconego z płaszcza
naszej planety uformował się Księżyc.
Już
jak to wpłynęło na Ziemię?
Zasadniczo
ustabilizowało się nachylenie osi obrotu
Ziemi względem i orbity wokół Słońca,
dzięki czemu mamy pory roku.
Doba na Ziemi
wydłużyła się z ośmiu, czy jak niektóre
źródła podają 6 do 24 godzin. Zyskaliśmy
czas.
Klimat na Ziemię osiągnął względną
równowagę i pojawiły się warunki dla
rozwoju życia.
Pojawienie się księżyca wpłynęło i cały
czas wpływa na zmiany poziomu móz i
oceanów, cykl rozrczy niektórych
gatunków żółwi, cykl dobowy, wzrost
roślin, poziom melatoniny, seratoniny w
naszym organizmie.
Żeby podać tylko parę przykładów.
Te 4,5 miliarda lat temu zdarzył się
cud.
Ziemia złapała rytm.
dzień, noc, miesiące, pory roku,
przypływy, odpływy
i wszystko byłoby dobrze. Wystarczyło
tylko podążać tym rytmem.
Ale to już inna opowieść.




Co wiemy. Fakty,
które brzmią jak legenda.
Księżyc ma zapach. Pachnie jak
pole bitwy po wielkiej kanonadzie.
Księżyc ma kształt cytryny, spłaszczony na biegunach
z charakterystycznym wybrzuszeniem.
Księżyc przed nami ucieka. Co roku oddala się
od Ziemi o prawie 4 centymetry.
Ciemna strona księżyca, prawda? Czy fałsz? Księżycowe szaleństwo, prawda? Czy fałsz? Okrągły jak księżyc?
Legendy, zabobony, popkultura skutecznie wymieszały fakty z wyobraźnią. Spróbujmy się im przyjrzeć.
Zacznijmy od najpopularniejszego kłamstwa, które nucili nam muzycy z Pink Floyd. Ciemna strona księżyca.
Oczywiście taka strona nie istnieje. Jest tak samo, oświetlana przez słońce jak ta nasza, tylko my jej nie widzimy.
To efekt, tak zwanej rotacji synchronicznej. Księżyc obraca się wokół własnej osi w tym samym tempie w jakim obiega ziemia.
A co z księżycowym szaleństwem? Przez wieki wierzono, że pełnia wywołuje w nas wilkołaka, wzmaga agresję i zapełnia oddziały ratunkowe?
Policjanci i pielęgniarki na całym świecie mogliby przysięgać, że przy pełnym blasku dzieją się rzeczy dziwne. Jednak nauka mówi krótko. To złudzenia.
Nasz mózg uwielbia szukać wzorców tam, gdzie ich nie ma. Jeśli wydarzy się coś niezwykłego podczas pełni, zapamiętujemy to na lata. Jeśli wydarzy się w innym terminie, po prostu o tym zapominamy.
Przejdźmy od mitów do twardej rzeczywistości. Gdybyście mogli stanąć na powierzchni księżyca i zdjąć na chwilę hełm, czego oczywiście nie polecam, co byście poczuli?
Astronauci, misji Apollo, byli zdumieni. Po powrocie do lądownika, gdy pył z ich skafandrów zmieszał się z powietrzem, poczuli zapach spalonego prochu strzelniczego. Księżyc pachnie jak pole bitwy po wielkiej kanonadzie, co ciekawe, ten zapach znika gdy pył dotrze na ziemię, tlen z naszej atmosfery zabija kosmiczny aromat.
Księżyc nie jest też taką idealną kulą jak nam się wydaje. Gdybyście mogli go zmierzyć z ogromną precyzją, okazałoby się, że przypomina cytrynę. Jest lekko spłaszczony na biegunach i posiada charakterystyczne wybrzuszenia.
To pamiątka po czasach, gdy był jeszcze płynną magmą i siły grawitacyjne ziemi nadały mu ten specyficzny kształt.
A wiecie, że księżyc przed nami ucieka, co roku nasz satelita oddala się o blisko cztery centymetry. To mniej więcej tyle ile rosną twoje paznokcie.
Za miliardy lat będzie tak daleko, że Słońce nigdy już nie zostanie w pełni zasłonięte podczas zaćmienia. Będziemy mieli tylko obrączkę światła, a nie całkowitą ciemność.
Księżyc stał się też naszym najbardziej niezwykłym muzeum. To nie tylko miejsce lądowania Eagle'a. Na jego powierzchni spoczywa ponad 90 worków z ludzkimi odchodami, dwie piłeczki golfowe.
Zdjęcie rodziny astronauty Charlesa Duke'a i prochy Eugene'a Shoemakera. To jedyny człowiek, którego miejscem wiecznego spoczynku jest srebrny glob.
Na koniec pomyśl o księżycowych drzewach. W 1971 roku setki nasion okrążyły księżyc w kieszeni astronauty Stuarta Roosy. Dziś te drzewa, między innymi sosny i jawory, rosną na ziemi.
Wyglądają zwyczajnie, ale w ich DNA zapisana jest podróż przez pustkę kosmosu, której większość z nas nigdy nie doświadczy.




W co wierzymy. Historie,
które żyją dłużej niż my.
Nie pokazuj palcem
na Księżyc.
Nie stawiaj kołyski
w świetle Księżyca.
Nie czyść rzeczy
w przybywającym Księżycu.
Chwila przerwy.
O, dobry wieczór.
Nałażę się dzisiaj, ale tak jest. Jak
pełnia, to ręce pełne roboty.
A jeszcze dzisiaj muszę muszę znieść
wszystkie niedokończone historie, bo od
jutra zaczynamy fazę domykania. No
od tego jestem, od domykania historii,
ale lubię też jak ludzie wymyślają swoje
własne. Na przykład
nie stawiaj łóżka dziecka obok księżyca,
bo światło księżyca osłabi jego zdrowie,
a może je nawet porwać.
Albo
nie pokazuj palcem na Księżyc, bo ten
się zdenerwuje, a ty się skalczysz.
Albo
albo to
uważaj, co czyścisz, kiedy księżyca
przybywa. To nie jest dobry moment na
czyszczenie rzeczy z naturalnych
materiałów. To właśnie wtedy butwieją
drewniane meble, skórzane torby czy
wełniane okrycia.
No
ale wymyślają też niesamowite opowieści,
na przykład te o księżycowych
mieszkańcach.
Chińczycy widzą w Księżycu królika, my
pana Twardowskiego, a jeszcze inni
wielką ropuchę.
Polinezyjczycy
opowiadają sobie taką historię, że pewna
kobieta chciała nakarmić swoje głodne
dziecko pełnym jak bohen chleba
księżycem. A ten tak się na nią
zezłościł,
że zabrał ją i jej dziecko na wieczną
wędrówkę po nieboskłonie.
A jeszcze inni. O,
jeszcze inni wierzą, że na Księżycu palą
wieczne ogniska stare panny.
Tęcza zabiera na Księżyc dziewczyny,
które nie wykorzystały swoich
najlepszych lat życia.
Takie to rzeczy wymyślają.
No cóż, zagadałem się. Lecę dalej. Czego
to ludzie nie kończą? Czego to ludzie
nie kończą?
Ah.




Co nam to robi?
Najważniejsze jest, żeby się nie emocjonować.
Nie płakać! Nie histeryzować.
Nie przesadzać. Nie złościć!
Nie można tak społeczeństwa,
wprowadzać w zakłopotanie;
przecież nie wypada
śmiać się głośno, płakać, złościć...
Jest pełnia
Jesteśmy w lesie
I dzisiaj możecie!
To jest ten dzień
Dawno temu, gdy wyspy Aotearoa były jeszcze młode, a gwiazdy wydawały się wisieć tuż nad czubkami paproci, żyła kobieta imieniem Rona.
Była matką, której ręce rzadko zaznawały odpoczynku.
Tamtej nocy, gdy ogniska w wiosce zamieniły się w kubki szarego popiołu, Rona zrozumiała, że jej dzieci rano obudzi pragnienie.
Tykwy na wodę były puste.
Suche dno naczyń głucho dudniło pod jej palcami.
Wzięła dwa dzbanki i ruszyła leśną ścieżką w stronę strumienia.
Noc była gęsta jak smoła.
Chmury niczym czarne potwory pożarły księżyc, zostawiając świat w całkowitej ciemności.
Rona szła po omacku, wyciągając ręce przed siebie.
Nagle trzask.
Jej stopa uderzyła w wystawienie.
Zdający korzeń drzewa ngajo.
Ból przeszył nogę, a puste dzbanki zderzyły się ze sobą z irytującym hałasem.
Wtedy Rona popełniła błąd, którego niebo nie wybacza.
Podniosła głowę ku ciemności i wykrzyczała swój gniew.
Ty leniwy, łysy starcze!
Wołała do księżyca.
Dlaczego chowasz swoją twarz?
Czy bawisz się moim bólem?
Jesteś bezużyteczny!
Jak wygasłe palenisko!
W tej samej chwili chmury rozdarły się, ale to nie był łagodny blask.
Księżyc, wielki i groźny, zapłonął zimnym, gniewnym światłem.
Ziemia pod stopami Rony zaczęła drżeć.
Poczuła, że niewidzialna siła, potężna jak prąd rzeki, zaczyna wciągać ją ku górze.
Przerażona kobieta rzuciła się w stronę drzewa ngajo.
Rona wcieliła się w dół.
Chwyciła się pnia z całej siły, wbijając paznokcie w korę.
Nie!
Krzyczała, ale jej głos ginął w kosmicznym huku.
Księżyc nie zamierzał wybaczyć zniewagi.
Z potwornym trzaskiem wyrwał drzewo z ziemi wraz z korzeniami.
Rona, wciąż kurczowo trzymająca się pnia z dzbankiem u boku,
zaczęła unosić się coraz wyżej i wyżej przez chmury,
prosto w paszczę nocnego nieba.
Rano dzieci Rony znalazły nad strumieniem tylko pusty dół i wyrwaną darń.
Ich matka zniknęła.
Dopiero gdy nastała kolejna noc i chmury się rozproszyły,
spojrzały w górę.
Na jasnej, srebrnej tarczy zobaczyły ciemny kształt.
To nie były plamy.
To była Rona.
Wciąż trzymająca się drzewa.
Wciąż z dzbankami u boku.
Od tamtej pory, ilekroć patrzymy na księżyc, widzimy ją tam,
uwięzioną w wiecznym blasku.
Przypomina nam, że w ciszy nocy słowa mają wielką moc,
a księżyc, choć wydaje się daleki, słyszy nawet najcichszy szept.
Zwłaszcza ten pełen gniewu.
W co wierzymy










Co wiemy










Co nam to robi










Przejście










Zanim ruszysz w drogę
Ta opowieść prowadzi Cię w dół strony.
Po drodze wypatruj aktywnych elementów.
Zwracaj uwagę na plusiki pojawiające się na ekranie – złap je, by otworzyć dodatkowe treści.
W lewym dolnym rogu znajdziesz różne ikony – m.in. dźwięku, muzyki i podcastów. Nie wszystkie pojawiają się w każdej stacji.
Włącz dźwięk i wejdź w opowieść.














